szarpanka blog

Zdarzenia różne

Urlop życia

Brak komentarzy

egipt-ruchomy-obrazek-0108

Miał to być urlop mojego życia, wymarzony od wczesnej młodości. Nareszcie nadarzyła się okazja i możliwość by go zrealizować.

Dwa lata zbierania kasy, tygodnie łażenia po lekarzach by bardziej uodpornić mnie na chorobę wysokogórską, nie pozwalającą latać samolotem, miesiące picia obrzydliwych peruwiańskich ziół na wzór górali mieszkających w Andach, wszystko zapięte na ostatni, przysłowiowy, guzik, termin, cena, dwa hotele do wyboru, miejscowość, wycieczki do miejsc dla mnie ciekawych. Przełożona, dużo wcześniej planowana wizyta u specjalisty, zamówiony termin w kosmetyce i u fryzjera (w końcu jestem baba – należy zadbać). Setki wydane na wakacyjne ciuchy w cieplejszym klimacie. Pozostał wybór jednego z hoteli, uzależniony od pobytu w Egipcie znajomego instruktora nurka – i do biura podroży, zapłacić i lecimy. Znajomy nurek wrócił już do kraju, co zresztą wcześniej planował i w tym momencie mój „szósty zmysł” podpowiedział, że wyjazd staje się wątpliwy.

I…..nagle „kropka nad i” – burza, piorun, ubezpieczenie bez przepięć, i….. przegrałam z komputerem faceta!!!

komputer-ruchomy-obrazek-0004

Kurwica totalna mnie wzięła. Polazłam do zaprzyjaźnionego biura , które od roku szukało dla nas atrakcyjnego wyjazdu dodatkowo obniżając swoje prowizje, wzięłam dobrą flachę, przeprosiłam – siedem plag egipskich faceta dopadło – wykupiłam sobie wycieczkę do Włoch, a potem zobaczę….

Wiktor Junior

Brak komentarzy

Dwa dni temu złamałam się – jest następca.

IMG-20151008-WA0001

Kolejne pożegnanie

Brak komentarzy

Wiktor 26 sierpnia 2015, godzina 11.45.

Przyjaciel i domownik, żal. Bardzo mi smutno.

Zachód życia

Brak komentarzy

zachód słońcaI czego ja się jeszcze spodziewam?

Przemęczona, nieatrakcyjna, starzejąca się kobieta z bagażem doświadczeń, którego niejednego by powaliły.

Ostatnio finansowo pod górkę z każdej strony, nim złożyłam własnemu dziecka życzenia – właściwie powinnam huknąć i się rozłączyć, większość ma możliwość czy okazje sobie na parę dni wyjechać, odpocząć, a gdzie ja sama pojadę? pójdę?

Nawet nie ma nikogo z kim, wtedy gdy by się chciało lub potrzebowało, można by pogadać.

Taki popierdolony zachód życia – jak ten symboliczny zachód słońca.

Depresja dni wolnych? może. Ale sama praca nie jest jedynym sensem życia.

Nie ten Pesel!

Brak komentarzy

 

29To nie jest zwykły dzień, zwykłej księgowej!

Piąty tydzień pracuję bez jednego wolniejszego dnia. W plecach – ogień, w oczach – piasek, w nocy nadwerężyłam ścięgno achillesa!? jak? – nie wiem, siedzę za biurkiem jak śnięta ryba, pomimo czwartej kawy. Jak nigdy – zjadłam śniadanie, obiad i ze 150 g znakomitej chałwy, na zewnątrz prawie plus 12 stopni, w domu ponad 20, a mnie ciągle chłodno.

Zmęczenie.

Przestał mi się podobać mój numer Pesel

wulkan-ruchomy-obrazek-0007To nie był dobry tydzień…

Ciśnienie lata ostro w dół lub w górę.

Niestabilna emocjonalnie i mściwa klientka rozwala mi finansowo firmę i podnosi ciśnienie swoim zachowaniem.

Pracownik doprowadza mnie swoją pracą i zachowaniem do rozpaczy.

Śledzący wszystkich, totalnie popierdolony sąsiad, narobił rabanu na pół dzielnicy, że dogrzewam się gazem z butli i jak tak dalej będzie, wrócę do stanu poprzedniego – czyli 16 stopni C w mieszkaniu z opłatą prawie 7 tyś. zł za sezon grzewczy.

Przez faceta czuję się traktowana nader przedmiotowo.

Jeszcze dwa dni – co jeszcze się wydarzy?

biuro__15_Dzień z życia zwykłej księgowej.

Pilne dokumenty do zrobienia, przygotowane wieczorem na następny dzień. Planuję 4 – 5 godzin.
Rano do biurka – sprawdzam pocztę, telefon. Odkładam dokumenty. Przygotowuję pilny bilans za pół roku na cito, bo jakiś kutas zapomniał powiadomić mnie o tym parę dni temu. Pracuję jak szalona 4 godziny – posyłam zrobione, wciekła żądam od zapominalskiego z prywatnej kieszeni 200 zł, chce fakturę – dostanie powiększoną o VAT ale dla niego prywatnie, nie na spółkę.
Biorę z powrotem dokumenty – telefon – ZUS pilnie żąda jakieś korekty sprzed 2 lat, bo klientka zawiadomiła mnie o posiadanym zwolnieniu, ale zapomniała go wysłać do ZUS. Cóż, odkładam dokumenty. Próbuję wgrać nowy certyfikat – godzinę walczę z apletem java – uff – jest wersja, której żąda program. Instaluję certyfikat – bryndza, nie zadziała bo listy CRL nieaktualne i nie do ściągnięcia. Na szczęście, stary jeszcze dzisiaj aktualny. Posyłam, potwierdzam e-mailem. Sprawa załatwiona.
Biorę dokumenty – domofon – urząd skarbowy, kontrola jednego z klientów, bo sobie podatków nie płaci. Dokumenty na bok – załatwiam kontrolę.
Z powrotem biorę dokumenty – telefon – wchodzę w jeden z programów księgowych – dupa – zamknął się SQL – manual, automatic – nic, nie do otworzenia, boot system, bios – nic. Odinstalowuję program, ściągam nowy, instaluję – nic – serwer nie działa. Kilka restartów po drodze. Robię na drugim kompie – daję znać – sprawa załatwiona.
Biorę dokumenty po raz wtóry – spoglądam na zegarek – najwyższy czas kończyć pracę.
Dokumenty przygotowane na jutro – może się uda?
Jem, odpoczywam. Telefon – malarze umówieni na ostatni tydzień sierpnia przekładają na drugą połowę września, bo jeden zaliczył 2 tygodnie w szpitalu i mają obsów. Łaskotam, że mają tak dobrą opinię, że poczekam, trudno.
Dzwonię do stolarza – umówiona na po malowaniu – też czeka na kasę, umawiam się na po 20 sierpnia. Wszystko na odwrót.
Relaksuję się – robię ze 100 fajek.
Zwykły dzień, zwykłej księgowej.

Depresja!?

Brak komentarzy

praca82Czasami dopada mnie zwątpienie i depresja.

Pogoda przepiękna, wszyscy gdzieś tam bywają, korzystając z uroków lata. Ja, pomimo weekendu,  siedzę przy biurku i pracuję.

Samotnych kobiet nie zaprasza się do towarzystwa, a i tak znaczą część znajomych skutecznie lata temu odstraszyła SP.

Nawet, jakoś głupio samej wyjechać na weekend czy tygodniowy urlop. W sumie nic mnie nie czeka, takie życie by żyć. Dziecko dorosłe, na „swoim”. Właściwie po cholerę mi te nowe meble, remonty itp. Jestem zmęczona i czasami dopada mnie depresja.

Dlaczego?

Brak komentarzy

słońDlaczego on nawet nie pomyśli by zaprosić? ja nie wpadnę na pomysł by nie zaprosić?

W sumie trochę nie fajnie….

Lubiona inaczej!

Ogień  Nie planuj!

Szlag może trafić jak się wali jedyny weekend w roku, kiedy można poszaleć, odpocząć, wyjechać.

Ale w końcu spotykamy się tylko po to, by razem trochę pobaraszkować. Ten świat jest tak urządzony, że robimy to tylko wtedy gdy On (oni) mają na to czas i ochotę, a że czasami czuję się przedmiotowo – w sumie nic nowego.

Bądź kobieto zadowolona, że jeszcze są te nieliczne miłe chwile. Uśmiechnij się!

P.S. 8 godzin później – jest ok! Ale musiałam sobie pomarudzić.


  • RSS